Święta narodowe w szkołach – pole walki o pamięć czy naturalna lekcja patriotyzmu?
Święta narodowe w szkołach od lat budzą silne emocje. Dla jednych są niezbędnym elementem wychowania patriotycznego, dla innych – ryzykowną formą indoktrynacji i narzucania jednej wizji historii. W tle toczy się spór o to, czym jest patriotyzm w XXI wieku oraz gdzie przebiega granica między rzetelną edukacją a manipulacją.
Szkoła ma szczególną pozycję: gromadzi młodych ludzi w wieku, w którym tożsamość i poglądy dopiero się kształtują. Dlatego sposób, w jaki obchodzone są święta narodowe w szkołach, nigdy nie jest neutralny. Oddziałuje na wyobrażenia o Polsce, „naszych” i „obcych”, o bohaterach, wrogach oraz o tym, co wolno w społeczeństwie mówić, a czego lepiej nie ruszać.
Kluczowe pytanie brzmi: czy obecny model szkolnych obchodów świąt narodowych buduje dojrzały patriotyzm, czy raczej uczy bezrefleksyjnej lojalności wobec państwa i dominującej narracji? Odpowiedź nie jest prosta, bo w różnych szkołach te same święta potrafią wyglądać skrajnie inaczej – od żywej, angażującej debaty po schematyczne akademie z obowiązkowym „patetycznym” wierszem.
Patriotyzm a indoktrynacja – gdzie naprawdę leży granica?
Żeby sensownie rozmawiać o świętach narodowych w szkołach, trzeba rozróżnić dwa pojęcia, które w dyskusjach często się zlewają: patriotyzm i indoktrynację. Samo używanie barw narodowych czy śpiewanie hymnu nie czyni z nikogo ani dojrzałego patrioty, ani ofiary manipulacji. O wszystkim decyduje kontekst, intencja i sposób prowadzenia działań.
Praktyczny patriotyzm – co to znaczy w szkole?
Patriotyzm szkolny często kojarzy się jedynie z uroczystościami, mundurkami i hymnem. Tymczasem dojrzały patriotyzm w edukacji ma kilka rozpoznawalnych cech:
- opiera się na wiedzy, a nie tylko na emocji – uczniowie poznają fakty, szukają źródeł, mierzą się z różnymi interpretacjami;
- dopuszcza pytania i wątpliwości – nauczyciel nie obraża się za trudne pytanie o kontrowersyjnego bohatera;
- łączy pamięć historyczną z codziennym życiem – pokazuje, jak święta narodowe przekładają się na postawy obywatelskie tu i teraz;
- uczy szacunku do „innych” – nie przeciwstawia „naszych” i „obcych” w sposób odczłowieczający;
- pokazuje bohaterów wraz z ich słabościami – nie buduje kultu nieomylnych postaci.
W praktyce patriotyzm w szkole to nie tylko akademia z okazji 11 listopada, ale też np. wspólne sprzątanie lokalnego cmentarza wojennego, projekt badawczy o historii miejscowości, czy zajęcia o prawach obywatelskich i mechanizmach demokracji. Święto narodowe staje się wtedy pretekstem do rozmowy o regułach współżycia w państwie, a nie jedynie odświętną scenografią.
Indoktrynacja – jak wygląda w wersji szkolnej?
Indoktrynacja w kontekście świąt narodowych to nie tylko skrajne przykłady propagandy. W wersji szkolnej jest często dużo subtelniejsza. Jej charakterystyczne cechy to:
- brak miejsca na krytyczne pytania – „tak było i koniec, nie dyskutujemy z historią”;
- prezentowanie jednej obowiązującej narracji – inne punkty widzenia są traktowane jako „antypolskie” lub „zdradzieckie”;
- emocjonalny szantaż – kto nie klaskał głośno na akademii albo zapomniał kotylionu, „nie kocha Polski”;
- używanie historii do bieżącej walki politycznej – bohaterów dzieli się na „naszych” i „ich”, dopasowując święta narodowe do linii konkretnej partii;
- pomijanie trudnych tematów – nie mówi się o ciemnych kartach historii, żeby nie „psuć nastroju”.
Charakterystycznym sygnałem indoktrynacji jest sytuacja, w której uczeń przestaje mieć poczucie, że może myśleć samodzielnie. Nie chodzi o to, że ma podważać fakty, ale że nie wolno mu zadawać pytań o sens, konsekwencje czy różne interpretacje wydarzeń historycznych. Jeśli każde odstępstwo od oficjalnej narracji jest traktowane jak brak patriotyzmu, wchodzimy w obszar presji ideologicznej.
Neutralność szkoły – mit czy realny cel?
Pojawia się często argument, że szkoła powinna być „neutralna światopoglądowo”. W przypadku świąt narodowych to hasło bywa problematyczne. Nie da się obchodzić świąt narodowych w sposób całkowicie neutralny, bo już sam wybór, które święta są ważne, jest decyzją polityczno-historyczną. Zamiast żądać nierealnej „neutralności”, sensowniej jest mówić o:
- pluralizmie perspektyw – pokazywaniu różnych odczytań historii;
- transparentności – jasnym rozdzieleniu faktów od opinii;
- szacunku dla ucznia – nie karaniu za odmienne zdanie wyrażone kulturalnie;
- świadomości nauczyciela – przyznaniu, że sam też ma swoje poglądy, ale nie może ich narzucać jako jedynie słusznych.
Granica między patriotyzmem a indoktrynacją przebiega więc nie po linii „organizować obchody czy nie”, lecz po linii sposobu ich prowadzenia. Święta narodowe mogą być świetnym narzędziem edukacyjnym, ale z równie dużą łatwością można je zamienić w narzędzie nacisku ideologicznego.
Jakie święta narodowe szczególnie „wchodzą” do szkoły?
Nie wszystkie święta narodowe są obecne w szkolnym kalendarzu jednakowo mocno. Część z nich funkcjonuje niemal obowiązkowo, inne pojawiają się tylko jako luźna inspiracja do lekcji lub projektów. Różny jest również ich ładunek emocjonalny, co wpływa na to, jak łatwo popaść przy ich obchodzeniu w patos czy jednostronne narracje.
11 listopada – Święto Niepodległości
11 listopada jest w polskiej szkole prawie zawsze datą „nie do ominięcia”. To dzień, w którym szczególnie łatwo zderzają się dwie skrajności: z jednej strony niechęć uczniów do patetycznych akademii, z drugiej – presja, by był to dzień „wielkiej dumy narodowej”.
Typowe elementy obchodów w szkołach to:
- akademia z inscenizacją historyczną (piosenki legionowe, wiersze patriotyczne, prezentacje multimedialne);
- apel z odśpiewaniem hymnu i przemówieniem dyrekcji;
- konkursy wiedzy o odzyskaniu niepodległości;
- akcje ogólnopolskie, np. wspólne śpiewanie hymnu o wyznaczonej godzinie.
Tu już na poziomie koncepcji pojawia się pytanie: czy Święto Niepodległości ma budzić przede wszystkim wzruszenie, czy raczej zachęcać do refleksji o tym, czym jest wolność dzisiaj? Jeśli dominuje wersja „łzawy patriotyzm + czytanie wierszy z patosem”, uczniowie mają skłonność do dystansowania się i ironii. Gdy jednak po inscenizacji pojawia się przestrzeń na dyskusję, np. o cenie wolności czy sporach politycznych w II RP, święto zaczyna działać jako żywa lekcja obywatelska.
3 maja i Konstytucja – trudna rozmowa o państwie
Święto Konstytucji 3 Maja bywa obchodzone mniej intensywnie niż 11 listopada, ale ma ogromny potencjał edukacyjny. Konstytucja to dobra okazja, by mówić o zasadach państwa, trójpodziale władzy, roli praw obywatelskich i granicach władzy rządu.
W praktyce szkolnej często sprowadza się jednak do:
- krótkiej akademii z kilkoma tekstami o „pierwszej w Europie konstytucji”;
- przeglądu historycznych strojów i pieśni;
- powierzchownej informacji o dacie i autorach.
Znacznie bardziej rozwijające byłoby połączenie rocznicy 3 maja z:
- symulacją obrad sejmu nad współczesnym „prawem szkolnym” – uczniowie w rolach posłów, rządu, opozycji;
- analizą wybranych fragmentów obecnej Konstytucji RP na lekcjach WOS;
- dyskusją o tym, jak prawa zapisane w konstytucji przekładają się na codzienne życie, np. wolność słowa w internecie.
Święto, które w tradycyjnej narracji bywa zakurzone, może w ten sposób otworzyć nowoczesną rozmowę o praworządności, demokracji i odpowiedzialności obywateli. Ryzyko indoktrynacji rośnie, gdy Konstytucję wykorzystuje się wyłącznie jako narzędzie do bieżącej walki politycznej, zamiast uczyć, jak ją czytać i rozumieć.
1 marca, 1 września i inne rocznice o silnie emocjonalnym zabarwieniu
Coraz częściej do szkolnych kalendarzy wchodzą święta i rocznice o bardzo silnym ładunku polityczno-historycznym, np.:
- 1 marca – Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”;
- 1 września – rocznica wybuchu II wojny światowej;
- 17 września – agresja ZSRR na Polskę;
- 13 grudnia – rocznica wprowadzenia stanu wojennego.
Te daty bardzo łatwo przekształcić w jednowymiarową opowieść: o dobrych i złych, bohaterach i zdrajcach. Tymczasem z punktu widzenia edukacji dużo ważniejsze jest pokazanie złożoności sytuacji: dylematów moralnych, różnic w ocenach tych samych postaci, dramatów cywilów, milczenia jednych i odwagi innych.
Przykładowo, przy Dniu „Żołnierzy Wyklętych” zamiast wyłącznie heroicznej narracji można:
- przedstawić różne losy poszczególnych formacji i ich stosunek do ludności cywilnej;
- pokazać, jak historycy spierają się o niektóre biografie;
- porozmawiać o tym, czym jest opór wobec władzy i jakie ma konsekwencje dla lokalnych społeczności.
Nie chodzi o „odbrązawianie” na siłę, lecz o nauczenie uczniów, że historia nie jest komiksem, tylko gęstą siecią decyzji, przypadków i konfliktów wartości. Święta narodowe o trudnej treści są idealnym polem do takiej pracy – o ile szkoła nie ucieka w proste hasła i nie traktuje wątpliwości jako zdrady pamięci.

Typowy szkolny scenariusz obchodów – co w nim sprzyja indoktrynacji?
W wielu placówkach święta narodowe są obchodzone według powtarzalnego, niemal rytualnego scenariusza. Dla części nauczycieli to wygoda („wiadomo, co robić”), dla uczniów – często nudny obowiązek. Z punktu widzenia wychowania obywatelskiego, taki schemat ma swoje ciemne strony.
Akademia jako „teatr jedynej słusznej narracji”
Najpopularniejszą formą obchodów świąt narodowych jest akademia: apel całej społeczności szkolnej lub poszczególnych roczników, z przygotowanym wcześniej programem artystycznym. Schemat często wygląda tak:
- wejście pocztu sztandarowego;
- odegranie/odśpiewanie hymnu;
- przemówienie dyrektora lub zaproszonego gościa;
- część artystyczna: wiersze, pieśni patriotyczne, inscenizacje historyczne;
- zakończenie – wyprowadzenie sztandaru, rozejście się do klas.
Organizacyjnie wszystko jest poprawne, ale edukacyjnie pojawiają się problemy:
- komunikacja jednokierunkowa – uczniowie są widzami, nie uczestnikami dyskusji;
- brak miejsca na pytania – nie ma czasu ani formy, by cokolwiek skomentować czy zakwestionować;
- sformalizowany język – patetyczne pompatyczne frazy, z którymi młodzi ludzie rzadko się identyfikują;
- dominacja jednej opowieści – scena mówi jednym głosem, bez alternatywnych ujęć.
Tego typu uroczystości łatwo stają się rytuałem lojalności: wszyscy mają stać prosto, zachowywać powagę, nie zadawać niewygodnych pytań. W efekcie część uczniów uczy się nie tyle patriotyzmu, ile udawania powagi, gdy patrzy nauczyciel. To klasyczny przykład ukrytego programu szkoły: oficjalnie mowa o miłości do ojczyzny, a faktycznie – o dostosowaniu się do wymogów władzy symbolicznej.
Obowiązkowe symbole – między szacunkiem a przymusem
Flagi, kotyliony, galowy strój – to ważne elementy budowania wspólnej atmosfery. Problem zaczyna się tam, gdzie symbolika staje się narzędziem kontroli. Typowe sytuacje, które budzą napięcia:
Granice przymusu – kiedy „szacunek” staje się testem lojalności
Zewnętrznie sytuacje z symbolami wyglądają niewinnie. Problemy wychodzą na jaw, gdy zadamy pytanie: co dzieje się z uczniem, który nie chce lub nie może podporządkować się oczekiwaniom? W codzienności szkolnej bywa to m.in.:
- obniżanie oceny z zachowania za brak galowego stroju;
- komentarze w stylu „jak możesz, to dzień święty dla Polaków” przy braku kotylionu;
- głośne upomnienia ucznia, który nie śpiewa hymnu lub nie składa rąk „jak trzeba”;
- publiczne etykietowanie: „tobie chyba nie zależy na ojczyźnie”.
W takiej logice patriotyzm staje się obowiązkowym przedstawieniem. Nauczycielom często chodzi „tylko o dyscyplinę”, ale dla ucznia sygnał jest jasny: masz czuć dumę i szacunek, bo inaczej będą konsekwencje. To już nie wychowanie, lecz tresura postaw.
Inny problem pojawia się przy uczniach z odmiennym światopoglądem lub pochodzeniem: dzieciach cudzoziemców, mniejszości narodowych, młodych, których rodzice świadomie dystansują się od części państwowych rytuałów. Zmuszanie ich do przejawów patriotyzmu rozumianego wyłącznie większościowo nie tylko narusza ich podmiotowość, lecz także buduje przekaz: w tej szkole „normalny” to ten, kto myśli i czuje jak większość.
„Nie wypada” mieć wątpliwości – presja milczącej zgody
Wokół świąt narodowych w szkole rośnie też niewidzialna bariera dla krytycznego myślenia. Uczniowie szybko wyczuwają tematy, przy których „lepiej uważać na słowa”. Pojawiają się stwierdzenia:
- „o tym się nie żartuje” – nawet gdy chodzi o krytykę patetycznej formy, a nie o kpiny z ofiar historii;
- „to jest nasza świętość” – co w praktyce zamyka dyskusję o sensowności danej formy obchodów;
- „na apelu się nie dyskutuje” – więc żadnej reakcji uczniów poza brawami.
W konsekwencji święta narodowe bywają jednym z obszarów, gdzie szkoła otwarcie nie ćwiczy umiejętności zadawania pytań. To paradoks, bo przecież wolność, niepodległość czy demokracja to wartości, które bez krytycznego myślenia szybko pustoszeją. Jeśli uczeń kojarzy je głównie z sytuacjami, w których nie wolno dyskutować, trudno oczekiwać, że w dorosłym życiu będzie traktował je serio.
Jak przekształcić święto w żywą lekcję obywatelstwa?
Święta narodowe nie muszą być ani mdłym obowiązkiem, ani narzędziem indoktrynacji. W szkołach, które świadomie projektują te dni, pojawia się zupełnie inny obraz: dzień wspólnego myślenia o wspólnocie, a nie tylko dzień sztandarów.
Od biernego widza do współtwórcy
Podstawowa zmiana to przejście od „pokazu dla uczniów” do „wydarzenia z uczniami”. Ten prosty ruch otwiera zupełnie inne możliwości, np.:
- otwarte mikrofony po części oficjalnej – kilku chętnych uczniów może krótko odnieść się do hasła przewodniego, zadać pytanie, odczytać własny tekst;
- panele w klasach – po apelu każda klasa pracuje nad jednym pytaniem, np. „co dla nas dziś znaczy wolność?”, a wnioski trafiają na wspólną tablicę;
- zmiana ról – część nauczycieli występuje w roli słuchaczy, a prowadzącymi są uczniowie (np. jako moderatorzy dyskusji czy gospodarze debaty).
W jednej z warszawskich szkół licealiści zaproponowali, że zamiast tradycyjnej akademii z 11 listopada przygotują „mapę wolności”: na korytarzach zawisły plansze z pytaniami o granice wolności słowa, zgromadzeń czy sumienia. Uczniowie i nauczyciele przez tydzień dopisywali komentarze samoprzylepnymi karteczkami. Święto trwało dłużej niż apel, a przy okazji powstała namacalna dokumentacja tego, jak różnie rozumiemy te same hasła.
Praca metodami, które uruchamiają myślenie
Narzędzia są tu równie ważne, jak treści. Przy świętach narodowych dobrze sprawdzają się m.in.:
- debata oksfordzka lub dyskusja panelowa – np. teza: „Patriotyzm to przede wszystkim gotowość do krytyki własnego państwa”;
- studium przypadku – analiza konkretnych, autentycznych historii zwykłych ludzi z danej epoki, zamiast jedynie biogramów wielkich bohaterów;
- praca na źródłach – fragmenty listów, ulotek, plakatów, artykułów z różnych okresów i stron sporu;
- projekty uczniowskie – np. mini-podcasty, komiksy historyczne, mapy cyfrowe z zaznaczonymi lokalnymi miejscami pamięci;
- role-play – symulacje sytuacji wyboru moralnego, debat sejmowych, zebrań opozycji czy narad rodzinnych w czasie wojny.
Takie formy nie są gwarancją neutralności, ale bardzo utrudniają podanie jednej słusznej odpowiedzi. Uczeń wchodzi w rolę kogoś z innego czasu czy obozu i musi na chwilę przyjąć jego punkt widzenia. To przeciwieństwo indoktrynacji, która domaga się jednego, niepodważalnego spojrzenia.
Święto jako pretekst do rozmowy o „tu i teraz”
Szczególnie cenne jest łączenie historycznych rocznic z tym, co aktualne. Dzisiejszy uczeń częściej doświadcza państwa przy okienku w urzędzie, w mediach społecznościowych, w systemie ocen czy podczas zgłaszania przemocy w szkole, niż w podręcznikowej opowieści o sejmie czteroletnim.
Z tego powodu rocznice mogą otwierać rozmowy o sprawach, które młodzi naprawdę czują na własnej skórze:
- przy 11 listopada – o hejcie wobec innych narodowości, o mowie nienawiści na stadionach czy w sieci;
- przy 3 maja – o tym, jak działają (albo nie działają) mechanizmy ochrony praw ucznia;
- przy 13 grudnia – o granicach ingerencji państwa w prywatność, o masowej inwigilacji, o wolności zgromadzeń.
Nie chodzi o to, by przemycać konkretną opcję polityczną, lecz o pokazanie ciągłości pytań: czym jest wolność, co to znaczy nadużycie władzy, jak jednostka może reagować. W takiej perspektywie święta narodowe przestają być muzeum, a stają się laboratorium życia publicznego.
Patriotyzm szkolny – jaka wizja dominuje?
Pomiędzy oficjalnymi deklaracjami a realnymi praktykami rozpościera się szerokie pole interpretacji. W wielu szkołach dominują określone wzory patriotyzmu – nie zawsze uświadomione.
Patriotyzm „sztandarowo-historyczny”
Najpopularniejszy model można streścić hasłem: „patriotyzm to pamięć o bohaterach i szacunek do symboli”. W praktyce oznacza to:
- silne akcentowanie wojennych i insurekcyjnych wątków historii;
- koncentrację na martyrologii – ofiarach, cierpieniu, zdradach;
- podkreślanie gestów zewnętrznych: postawy „na baczność”, stroju, uczestnictwa w uroczystościach.
Taki wzór ma swoją wartość – pokazuje ciągłość pamięci, uczy elementarnych form szacunku, daje punkt odniesienia. Problem pojawia się, gdy staje się jedyną akceptowaną wersją patriotyzmu. Wtedy trudno w szkole o rozmowę np. o patriotyzmie gospodarczym, ekologicznym, lokalnym, o trosce o język debaty publicznej czy o uczciwym płaceniu podatków.
Patriotyzm krytyczny – idea trudniejsza, ale dojrzalsza
Coraz więcej nauczycieli próbuje świadomie rozwijać u uczniów patriotyzm krytyczny. Opiera się on na przekonaniu, że miłość do wspólnoty nie polega na bezwarunkowej akceptacji wszystkiego, co robi państwo czy własna grupa polityczna. Kluczowe elementy to:
- przyjmowanie z dumą osiągnięć, ale też nazywanie porażek i win – zarówno jednostek, jak i narodowej wspólnoty;
- gotowość do konfrontowania wygodnych mitów z ustaleniami historyków;
- uczenie języka niezgody, który nie obraża, ale stawia granice: „nie zgadzam się, bo…” zamiast „zdrajcy, zdrajcy”.
Taki model wymaga odwagi od nauczycieli. Łatwo bowiem zostać oskarżonym o „brak patriotyzmu”, gdy zadaje się pytania o zbrodnie popełniane „po naszej stronie” czy o moralnie wątpliwe decyzje polityków uznawanych za bohaterów. Z perspektywy szkoły jest to jednak jedyna droga do wychowania obywateli, którzy potrafią kochać swój kraj bez idealizowania go.
Patriotyzm codzienności – niezbyt widowiskowy, ale realny
W odróżnieniu od patetycznych akademii, patriotyzm codzienności nie ma efektownych rytuałów. Objawia się w sytuacjach, które nie trafiają na szkolną scenę:
- w dbaniu o przestrzeń wspólną – od sali lekcyjnej po okoliczny park;
- w rzetelnej pracy – od odrabiania zadań po wywiązywanie się z dyżurów klasowych;
- w reagowaniu na przemoc, wykluczenie, hejt wobec „innych”;
- w uczciwości na sprawdzianach, projektach grupowych, konkursach.
Jeżeli szkoła mówi o bohaterskich czynach przodków, a jednocześnie przymyka oko na codzienne „małe nieuczciwości”, wysyła uczniom czytelny sygnał: symboliczny patriotyzm jest ważniejszy niż realna etyka. To prosta droga do rozdwojenia jaźni: pod sztandarem – górnolotne słowa, w praktyce – „radź sobie, jak umiesz”.

Jak nauczyciel może unikać indoktrynacji przy świętach?
Nie każdy belfer ma wpływ na ogólny kształt szkolnych obchodów, ale nawet w sztywnych ramach da się wiele zrobić, by święto nie zamieniło się w jedynie słuszną lekcję.
Świadome ujawnianie własnej perspektywy
Całkowita neutralność jest fikcją. Nauczyciel zawsze ma swoje przeżycia, rodzinne historie, sympatie polityczne. Klucz tkwi w tym, jak o nich mówi. Bardziej uczciwy jest komunikat:
„Dla mnie to święto jest bardzo ważne, bo w mojej rodzinie… Jednocześnie wiem, że dla was może znaczyć coś innego. Zobaczmy, jak to wygląda z różnych stron.”
niż pozornie obiektywne zdania typu: „Każdy prawdziwy Polak powinien…”. Ujawnienie własnej emocjonalności może wręcz otworzyć uczniów na dzielenie się swoimi odczuciami – pod warunkiem, że nauczyciel wyraźnie komunikuje, że inna perspektywa jest do przyjęcia.
Rozdzielenie faktów, interpretacji i ocen
Dużą pomocą jest prosty nawyk porządkowania wypowiedzi:
- „wiemy, że…” – w tej rubryce lądują fakty, co do których istnieje zgodność historyków (daty, główne wydarzenia, potwierdzone dane);
- „część historyków uważa, że…” – tu mieszczą się interpretacje, różne szkoły, sporne kwestie;
- „ja osobiście sądzę, że…” – tu odklejamy oceny i emocje od wiedzy.
Taki podział można dosłownie narysować na tablicy podczas lekcji poświęconej świętu. Uczniowie widzą wtedy, że spór o ocenę bohatera nie musi oznaczać sporu o to, czy wydarzenie się zdarzyło, ale o to, jakie kryteria moralne uznajemy za ważniejsze.
Zapraszanie wielu głosów – także tych niewygodnych
Jeśli szkoła ma taką możliwość, dużą wartość ma włączanie do rozmowy różnych perspektyw:
- gości z innych środowisk – kombatantów, ale też badaczy, aktywistów, przedstawicieli mniejszości;
- materiałów z różnych mediów – zarówno tych „konserwatywnych”, jak i „liberalnych”, z wyraźnym omówieniem kontekstów;
- relacji zwykłych ludzi – spisanych wspomnień, nagrań, dzienników, które nie mieszczą się w oficjalnych narracjach.
W liceum na Śląsku podczas rocznicy wybuchu II wojny światowej zaproszono dwie osoby: polskiego historyka i lokalnego Niemca, potomka dawnych mieszkańców regionu. Mówili o tej samej dacie z różnych perspektyw. Uczniowie zobaczyli, że pamięć jest wielogłosowa, a szacunek do własnej wersji historii nie wymaga unieważniania innych.
Rola rodziców i uczniów w kształcie szkolnych obchodów
Współdecydowanie zamiast biernego uczestnictwa
Jeżeli święta narodowe mają uczyć obywatelskości, sensowne jest, by uczniowie i rodzice realnie współdecydowali o ich kształcie. Inaczej szkoła komunikuje: „mówimy o demokracji, ale praktykujemy hierarchię”.
W praktyce wspólne planowanie może oznaczać kilka prostych rozwiązań:
- konsultacje w samorządzie uczniowskim – nauczyciele przychodzą z propozycją scenariusza, a uczniowie mogą go uzupełniać, modyfikować, zgłaszać tematy tabu;
- ankiety wśród rodziców – krótkie formularze online z pytaniem, jak rozumieją patriotyzm, co ich zdaniem jest przesadą, a czego w obchodach brakuje;
- otwarte spotkania – raz w roku zebranie robocze (offline lub online) poświęcone wyłącznie świętom i wychowaniu obywatelskiemu.
W jednej z podmiejskich szkół podstawowych po takiej rozmowie zrezygnowano z obowiązkowych przemarszów ulicami osiedla w mrozie, a w zamian wprowadzono warsztaty międzypokoleniowe: uczniowie, rodzice i dziadkowie wspólnie tworzyli „mapę rodzinnych wspomnień” związanych z 11 listopada. Obchody straciły trochę parady, ale zyskały sens.
Rodzice jako sojusznicy, nie tylko recenzenci
Rodzice często wchodzą w rolę sędziów: chwalą lub krytykują szkolne uroczystości z dystansu. Tymczasem mogą stać się ważnym zasobem. Wielu z nich ma doświadczenia społeczne, zawodowe czy migracyjne, które mogą ubogacić rozmowę o państwie i wspólnocie.
Dobre praktyki to m.in.:
- „lekcje gościnne” – rodzic opowiada o pracy w administracji, w organizacji pozarządowej, jako ratownik medyczny, żołnierz czy pracownik urzędu miasta. Zamiast abstrakcyjnego „państwa” pojawia się konkret;
- wspólne projekty – np. rodzic pomagający grupie uczniów przygotować mini-reportaż o lokalnym miejscu pamięci, wykorzystując swoje umiejętności fotograficzne, dziennikarskie czy prawnicze;
- panel pokoleniowy – podczas którego młodzi zadają pytania dorosłym o ich doświadczenie stanu wojennego, transformacji, wejścia do UE, migracji zarobkowej.
Warunkiem jest jasne ustalenie zasad: zapraszamy do dzielenia się doświadczeniem, a nie do agitacji. Nauczyciel pełni wtedy funkcję moderatora, który pilnuje, by spotkanie nie zamieniło się w przedłużenie sporu z mediów.
Samorząd uczniowski jako „bezpiecznik” na indoktrynację
Samorząd często sprowadza się do organizacji dyskoteki i kiermaszu ciast. W kontekście świąt narodowych może jednak pełnić funkcję kontrolną – zgłaszać, gdy obchody przestają być wychowaniem, a zaczynają przypominać propagandę.
Samorząd może m.in.:
- prowadzić anonimowe skrzynki opinii o szkolnych uroczystościach i przedstawiać je radzie pedagogicznej;
- inicjować debaty uczniowskie o tym, jak obchodzić święta (czy akademia jest jedyną formą, czy można ją zastąpić innymi aktywnościami);
- zgłaszać uwagi do scenariuszy – np. gdy pojawiają się hasła o „prawdziwych” i „nieprawdziwych” patriotach.
To wymaga zaufania ze strony dorosłych. Jeżeli każda krytyczna uwaga uczniów będzie traktowana jako „atak na tradycję”, samorząd szybko nauczy się milczeć.
Granice między edukacją patriotyczną a propagandą
Spór „patriotyzm czy indoktrynacja?” często zatrzymuje się na ogólnych hasłach. Pomaga bardziej precyzyjne nazwanie, gdzie biegną granice. Nie zawsze są one ostre, ale można wskazać czerwone lampki, które powinny uruchomić czujność.
Po czym poznać, że szkoła przesuwa się w stronę propagandy?
Nie chodzi o pojedynczy zbyt patetyczny wiersz czy niefortunne sformułowanie na apelu. Problem zaczyna się, gdy pojawia się systematyczny wzorzec:
- na obchodach pojawiają się logo partii, hasła wyborcze, wizerunki współczesnych polityków w roli bohaterów ponad wszelką krytyką;
- uczniowie słyszą, że „prawdziwy patriota głosuje tak a tak” albo że „kto myśli inaczej, ten szkodzi Polsce”;
- nie ma przestrzeni na pytania – nauczyciel dramatycznie wyznaje: „o tym się nie dyskutuje”, gdy tylko pada kontrowersyjne zagadnienie;
- konsekwentnie wyklucza się całe grupy – np. mniejszości narodowe, osoby niewierzące, migranckie rodziny – z narracji o polskości.
W takich sytuacjach święto przestaje być wspólnym momentem refleksji, a staje się narzędziem lojalnościowej selekcji: „kto z nami, ten swój; kto się waha – ten podejrzany”. To już nie edukacja patriotyczna, ale próba politycznej mobilizacji.
Zdrowe kryteria dla świątecznych scenariuszy
Przed zatwierdzeniem scenariusza uroczystości rada pedagogiczna i dyrekcja mogą zadać sobie kilka prostych pytań kontrolnych. Dobrze, gdy odpowiedź na nie brzmi „tak”:
- Czy uczeń, który nie podziela dominującego światopoglądu (religijnego, politycznego), nadal może czuć się częścią wspólnoty podczas święta?
- Czy w trakcie obchodów pojawiają się różne perspektywy, czy tylko jedna, bez możliwości zadawania pytań?
- Czy język, którego używamy, nie stygmatyzuje oponentów (np. „zdrajcy”, „gorszy sort”, „element animalny”)?
- Czy uczniowie mają choć fragment programu, w którym są aktywnymi współtwórcami, a nie tylko wykonawcami poleceń?
Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna, to sygnał, że uroczystość trzeba przepracować, zanim stanie się ona przymusowym rytuałem lojalności.

Święta jako okazja do uczenia trudnych emocji
Debata o indoktrynacji często skupia się na treściach, tymczasem ogromną rolę odgrywają emocje. Święta narodowe wywołują wzruszenie, wstyd, złość, bunt, czasem obojętność. Umiejętność pracy z nimi jest jednym z kluczowych zadań szkoły.
Miejsce na smutek, wstyd i ambiwalencję
W szkolnych akademiach emocjonalny repertuar bywa ograniczony: wzruszenie, duma, ewentualnie gniew wobec wroga. Brakuje przestrzeni na złożone odczucia – np. mieszankę dumy i wstydu wobec jakiegoś wydarzenia.
Na lekcji poprzedzającej rocznicę nauczyciel może zaprosić uczniów do ćwiczenia: na kartce lub w aplikacji zapisują, jakie emocje budzi w nich dane święto, a następnie – anonimowo – tworzą z tego „mapę uczuć” klasy. Zazwyczaj obok dumy pojawia się znużenie, niechęć do patosu, czasem gniew na to, że ojczyzna bywa przedstawiana jako wieczna ofiara.
Zamiast to cenzurować, można zadać pytanie: „Co te emocje mówią o naszym sposobie opowiadania historii?”. Takie rozmowy uczą, że patriotyzm nie musi być jednolity emocjonalnie; może zawierać sprzeczne uczucia i nadal pozostawać autentyczny.
Jak reagować na bunt wobec szkolnych uroczystości?
Dla części nastolatków święta narodowe są symbolem „sztywnego świata dorosłych”. Bunt wyraża się w żartach z hymnu, ostentacyjnym niestosowaniu się do stroju galowego, przewracaniu oczami na patetyczne wiersze.
Zamiast od razu sięgać po sankcje, nauczyciel może potraktować to jako materiał do rozmowy:
- zadać pytanie: „Co was w tym święcie najbardziej irytuje?” i spróbować oddzielić krytykę treści od krytyki formy;
- zaproponować zadanie: uczniowie tworzą alternatywny scenariusz obchodów, który ich zdaniem byłby sensowny i mniej sztuczny;
- wprowadzić element kontr-historii – np. teksty satyryczne z dawnych epok, pokazujące, że krytyka oficjalnej narracji ma długą tradycję.
Takie podejście nie oznacza akceptacji braku szacunku, ale zamiast go tylko karcić, próbuje zrozumieć i przekuć w konstruktywny dialog.
Święta narodowe w świecie cyfrowym
Szkolne obchody coraz rzadziej kończą się na sali gimnastycznej. Uczniowie wynoszą je do sieci: nagrywają relacje, komentują memami, prowadzą dyskusje w mediach społecznościowych. To kolejny obszar, w którym może pojawić się pytanie o indoktrynację.
Między patriotycznym memem a mową nienawiści
Internetowa kultura skrótu sprzyja uproszczeniom. Z jednej strony powstają kreatywne memy czy filmiki edukacyjne o historii, z drugiej – grafiki z agresywnymi hasłami, listami „prawdziwych patriotów” i „zdrajców”.
Szkoła, organizując święta, może włączać świadome korzystanie z sieci jako element obchodów:
- analizować z uczniami popularne patriotyczne profile i memy: co w nich inspiruje, a co buduje wrogość;
- zaproponować stworzenie własnych materiałów (grafik, podcastów, krótkich filmów), ale z jasno określoną zasadą: bez wykluczania i pogardy wobec „innych”;
- omawiać konkretne przypadki przemocy symbolicznej w sieci – np. wyśmiewanie osób, które inaczej przeżywają święta, i szukać reakcji, które nie dolewają oliwy do ognia.
W ten sposób dyskusja o patriotyzmie schodzi z poziomu abstrakcyjnych deklaracji na płaszczyznę codziennych cyfrowych nawyków.
Fakt-checking jako nowa forma „pracy domowej z patriotyzmu”
Święta narodowe są okresem wzmożonego obiegu półprawd, mitów i manipulacji. Uczniowie widzą w sieci sensacyjne grafiki: „Tego nie powiedzą ci w szkole”, „Zakazana prawda o 11 listopada”. Zamiast tylko zaklinać rzeczywistość, że „to bzdury”, można uczyć krytycznego sprawdzania informacji.
Dobrym ćwiczeniem jest zadanie, by małe grupy uczniów:
- wybrały krążący w sieci „rewelacyjny” materiał dotyczący danego święta;
- spróbowały zweryfikować go w oparciu o rzetelne źródła: bazy historyczne, publikacje naukowe, portale fact-checkingowe;
- przygotowały krótką notkę lub wideo „sprawdzamy to”, prezentując zarówno wynik, jak i sam proces weryfikacji.
Takie zadania budują przekonanie, że patriotyzm to nie tylko znajomość „swojej prawdy”, lecz także odpowiedzialność za obieg informacji o historii i państwie.
Święta w szkołach zróżnicowanych kulturowo
W wielu miejscach Polski klasy są coraz bardziej zróżnicowane: dzieci uchodźców, migrantów zarobkowych, mniejszości etnicznych czy wyznaniowych siadają w jednej ławce z uczniami z rodzin od pokoleń zakorzenionych lokalnie. Święta narodowe mogą stać się dla nich przestrzenią wykluczenia albo szansą na wspólne uczenie się o różnorodności.
Jak mówić o „naszej” historii w obecności „innych”?
Uczniowie z rodzin ukraińskich, białoruskich, wietnamskich czy syryjskich często słyszą w szkole: „my, Polacy, zawsze…”. Nawet gdy nie ma w tym złej woli, przekaz bywa jasny: „wy nie do końca należycie do ‚nas’”.
Aby tego uniknąć, pomocne są proste zmiany językowe i dydaktyczne:
- zamiast tylko „my, Polacy” – także „my, mieszkańcy tego kraju”, „my, ludzie żyjący dziś w Polsce”;
- zaproszenie uczniów z innych krajów do krótkiej opowieści, jak u nich obchodzi się podobne święta – np. dni niepodległości, rocznice konstytucji;
- wskazywanie, że historia Polski to nie tylko dzieje „narodu polskiego”, ale także wielość tradycji – Żydów, Niemców, Ukraińców, Białorusinów, Romów, Litwinów i wielu innych.
Takie podejście nie rozmywa tożsamości, lecz pokazuje ją jako wielowarstwową. Uczniowie uczą się, że lojalność wobec jednego kraju nie wyklucza szacunku do innych doświadczeń.
Święto jako lekcja gościnności
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Jak obchody świąt narodowych w szkole wpływają na postawy patriotyczne uczniów?
Obchody świąt narodowych mogą wzmacniać dojrzały patriotyzm, jeśli opierają się na rzetelnej wiedzy, dopuszczają pytania i pokazują różne interpretacje historii. Ważne jest, aby uczniowie nie tylko „odgrywali” akademię, ale rozumieli kontekst wydarzeń i mogli o nich dyskutować.
Jeżeli święta stają się okazją do rozmowy o współczesnym znaczeniu wolności, praw obywatelskich czy odpowiedzialności za wspólnotę, uczniowie uczą się patriotyzmu jako postawy obywatelskiej, a nie wyłącznie zestawu symboli i rytuałów.
Po czym poznać, że szkolne obchody świąt narodowych zamieniają się w indoktrynację?
O indoktrynacji można mówić wtedy, gdy w szkole nie ma miejsca na krytyczne pytania, a prezentowana jest jedna „obowiązująca” wersja historii. Jeśli inne poglądy są określane jako „antypolskie” lub „zdradzieckie”, a uczeń ma poczucie, że nie wolno mu samodzielnie myśleć, jest to sygnał presji ideologicznej.
Niepokojące są także: emocjonalny szantaż (np. „kto nie założy kotylionu, nie kocha Polski”), wykorzystywanie historii do bieżącej walki politycznej oraz pomijanie trudnych tematów tylko po to, by „nie psuć nastroju” podczas uroczystości.
Czy święta narodowe w szkołach to bardziej patriotyzm czy indoktrynacja?
To zależy od sposobu ich organizacji, a nie od samych świąt. Te same rocznice mogą być w jednej szkole okazją do żywej debaty i krytycznego myślenia, a w innej – schematyczną akademią, która wzmacnia bezrefleksyjną lojalność wobec dominującej narracji.
Kluczowe jest, czy uczniowie mogą zadawać pytania, czy poznają różne perspektywy i czy widzą związek między świętem a współczesnym życiem społecznym. Jeśli tak, święta narodowe pełnią funkcję lekcji patriotyzmu, a nie narzędzia indoktrynacji.
Jak szkoła może obchodzić 11 listopada, żeby nie było to tylko „patetyczna akademia”?
Obchody 11 listopada mogą wyjść poza schemat, gdy oprócz inscenizacji i hymnu pojawia się przestrzeń na refleksję. Po uroczystości można np. zorganizować debatę o tym, czym dzisiaj jest wolność, jakie są jej granice i jaka była „cena” odzyskania niepodległości.
Sprawdzają się także projekty: badanie historii lokalnych bohaterów, praca z relacjami świadków, analiza sporów politycznych w II RP. Dzięki temu święto przestaje być jedynie wzruszającą opowieścią, a staje się lekcją o mechanizmach życia publicznego.
Jak mądrze obchodzić w szkole Święto Konstytucji 3 Maja?
Zamiast ograniczać się do stwierdzenia, że to „pierwsza w Europie konstytucja”, warto powiązać rocznicę z rozmową o współczesnym państwie. Dobrym pomysłem są: analiza fragmentów obecnej Konstytucji RP, omówienie trójpodziału władzy oraz praw i obowiązków obywateli.
Można też przeprowadzić symulację obrad sejmu nad „konstytucją szkolną”, w której uczniowie wcielają się w role posłów, rządu i opozycji. Takie formy uczą rozumienia prawa, kompromisu i odpowiedzialności za wspólne zasady, zamiast jedynie odtwarzać historyczne sceny.
Czy szkoła powinna być neutralna światopoglądowo w kwestii świąt narodowych?
Całkowita neutralność jest praktycznie niemożliwa, bo już sam wybór, które święta i rocznice są podkreślane, jest decyzją o charakterze polityczno-historycznym. Zamiast oczekiwać „braku poglądów”, lepiej dążyć do pluralizmu, przejrzystości i szacunku dla różnic.
W praktyce oznacza to pokazywanie różnych interpretacji wydarzeń, jasne oddzielanie faktów od opinii nauczyciela, możliwość kulturalnego wyrażenia odmiennego zdania przez uczniów oraz świadome unikanie wykorzystywania świąt do promocji konkretnych partii czy ideologii.
Jakie formy obchodów świąt narodowych najlepiej wspierają krytyczne myślenie uczniów?
Najbardziej rozwijające są te formy, które angażują uczniów w działanie i refleksję, np. projekty badawcze o historii miejscowości, opieka nad miejscami pamięci, debaty oksfordzkie, analizy źródeł historycznych czy warsztaty o prawach człowieka i demokracji.
Ważne, by obchody nie kończyły się na „odświętnej scenografii”. Święto narodowe może stać się punktem wyjścia do rozmowy o aktualnych problemach społecznych, granicach wolności, mowie nienawiści czy roli obywatela w państwie – wtedy realnie uczy krytycznego patriotyzmu.
Esencja tematu
- Obchody świąt narodowych w szkołach silnie wpływają na kształtowanie tożsamości młodych ludzi i nigdy nie są neutralne – budują obraz Polski, „naszych” i „obcych” oraz granice tego, o czym wolno dyskutować.
- Dojrzały patriotyzm szkolny opiera się na wiedzy, pluralizmie interpretacji i łączeniu historii z codziennym życiem obywatelskim, a nie wyłącznie na wzniosłych gestach, symbolach i emocjach.
- Kluczową cechą patriotycznej edukacji jest otwartość na pytania i wątpliwości uczniów, pokazywanie bohaterów wraz z ich słabościami oraz uczenie szacunku dla „innych”, zamiast przeciwstawiania „naszych” i „obcych”.
- Indoktrynacja szkolna przejawia się w narzucaniu jednej „słusznej” narracji, blokowaniu krytycznych pytań, emocjonalnym szantażu oraz wykorzystywaniu historii do bieżącej walki politycznej.
- Granica między patriotyzmem a indoktrynacją nie dotyczy samego faktu organizowania obchodów, lecz sposobu ich prowadzenia – czy wspierają samodzielne myślenie, czy wymuszają lojalność wobec dominującej wizji historii.
- Postulat pełnej „neutralności światopoglądowej” szkoły jest w praktyce nierealny; bardziej sensowne jest dążenie do pluralizmu perspektyw, przejrzystego rozdziału faktów od opinii i szacunku dla odmiennych poglądów uczniów.






